Kolejny długi weekend majowy i czas na dokończenie tego, co się zaczęło rok wcześniej. Tzn. miało być dokończenie, a wyszła kontynuacja, bo po pierwsze nie przejechaliśmy całej trasy (zabrakło jednego dnia na Suwalszczyznę),
a po drugie pojawiły się kuszące pomysły pociągnięcia jazdy "granicznej" na zachód, przez Puszczę Romincką, w kierunku Elbląga, a co! :).
Skład wyprawy stabilny i sprawdzony, czyli Mariusz, czyli ten co ma większe kółka i torebki, i do tego jeździ 35 km/h, za co go akurat nie lubię, bo mi się zębatki kończą :D, no i ja :).
Ramówka wyglądała tak:
dzień 1 - wieczornym bałajem z Warszawy do Terespola i 12 kilometrów już rowerkiem do Nepli;
dzień 2 - Neple - lasek obok wsi Litwinowicze, 103 km;
dzień 3 - Litwinowicze - Białowieża, 73 km;
dzień 4 - Białowieża - Krynki, 88 km;
dzień 5 - Krynki - Rudawka, 96 km;
dzień 6 - Rudawka - Suwałki, 63 km, powrót pociągiem do Warszawy
Wyjazd, czego oczywiście należało się spodziewać ;), fantastyczny, regiony, przez które przejeżdżaliśmy przepiękne, jazda, poza kryzysowym drugim dniem w deszczu i pod wiatr, przyjemna.
To, co odrobinę nas zaskoczyło, to zupełnie inny klimat północnej części pogranicza od jego południowego odcinka.
Było oczywiście widoczne przemieszanie kultur, narodowości i religii, ale historia obeszła się jednak z tymi terenami dużo łagodniej i nie było tu licznych śladów pogromów i masowych
wysiedleń, tak wpływających na "klimat" mijanych w zeszłym roku miejscowości.
Były za to zapierające dech krajobrazy, nie tylko samego terenu, jak dla mnie zadziwiająco pofałdowanego :), ale i przygranicznych wsi, gdzie życie od setek lat płynie tak samo, a i same wsie wyglądają podobnie.
Bywało, że na kilkadziesiąt domów, zaledwie jeden był murowany, a cała wieś wciąż była w takim układzie, jaki zaplanowano przy jej tworzeniu, czyli z reguły węższą ścianą do rzadko brukowanej ulicy i ze stodołami otwierającymi się na pola.
W większości świetne były też drogi, którymi jechaliśmy. Stosunkowo niewiele było asfaltów, ale też i piachów, a te, w które wpadliśmy, to na własne (no dobra, moje! :D) życzenie.
W większości trasa prowadziła twardymi drogami polnymi, a dziennie pewnie nas mijało nie więcej niż 10 samochodów :).
Gdybym miał wyróżnić najciekawsze momenty trasy, to chyba bym postawił na okolice Mielnika i Podlaski Przełom Bugu oraz na Podlasie na "tyłach" ;) Puszczy Knyszyńskiej, czyli mniej więcej pomiędzy Jałówką a Krynkami.
Szczególnie w tym drugim miejscu autentycznie się zakochałem i już pomału myślę jak i kiedy tam wrócić :).
Żałuję tylko jednej rzeczy, że nie udało się przeciąć właściwej Suwalszczyzny i nie było to spowodowane brakiem czasu czy sił, tylko pogodą, która pod koniec tygodnia ostatecznie się załamała i do Suwałk jechaliśmy już w ciągłym deszczu. A prognozy na sobotę były podobne... :/